All of help and support. Funds, shares and other investments. Passwords and account settings. Adding and withdrawing money. Income and loyalty bonus. Dealing. Charges and fees. Transferring
38 niekatolicką, zwłaszcza w czasach, kiedy z powodu migracji wzrasta liczba małżeństw mieszanych religijnie2. Poniższy artykuł ma na celu nie tylko przedstawienie norm prawa kanonicz-
Różnica między chrześcijaninem a Świadkiem Jehowy. Lipiec 2023 Marcus Baldwin. Różnica między logiką a rozumem. Lipiec 2023 Marcus Baldwin.
Joseph Smith, twórca religii mormońskiej, poślubił co najmniej 33 kobiety, często bez zgody swej pierwszej żony, Emmy i nauczał, że Bóg akceptuje wielożeństwo. W roku 1890, ponad
. Mecenas Jacek Potulski, głęboko wierzący katolik, od lat broni w sądzie prawa Adama Nergala Darskiego z zespołu Behemoth do wolnej wypowiedzi artystycznej. Jak to możliwe, że człowiek, który ma na telefonie aplikację biblijną, z której chętnie korzysta, wierzy, że Nergal ma prawo do podarcia Biblii? Sebastian Łupak: Jest pan człowiekiem wierzącym?Mecenas dr hab. Jacek Potulski: Jestem wierzącym katolikiem, praktykującym nawet częściej niż co niedzielę. Uczęszczam na rekolekcje czy roraty, które są fajnym początkiem zimowego dnia. I jakoś nie widzę młodych, ogolonych na łyso narodowców z Marszu Niepodległości modlących się na porannych jeszcze pan robi w Kościele?Jako rodzina jesteśmy członkami Wspólnoty Rodzin - to swego rodzaju stowarzyszenie, w którym dzielimy się swoją religijnością, swoją wiarą, pomagamy sobie, wspólnie jeździmy na rekolekcje, biegamy, oglądamy "Star Wars" i chodźmy na mecze. Wiara i nauczanie Chrystusa są dla pana ważne?To jest dla mnie azymut. Bycie chrześcijaninem to dobry sposób na życie, a jeszcze lepszy na śmierć. To jest kompas i dodatkowe wsparcie w codzienności, które ułatwia wiele decyzji. To również sztuka wyboru – chrześcijanin powinien swoimi czynami pokazywać swój wybór religijny. Różnie to wychodzi, mnie pewnym momencie musiał pan podjąć decyzję czy bronić – jako adwokat – Adama Nergala Darskiego, lidera zespołu Behemoth. Nie miał pan, chrześcijanin, konfliktu sumienia, że broni człowieka, który w wywiadach określa się mianem satanisty?Istota pracy adwokata polega na tym, że broni się ludzi w trudnych sytuacjach – tutaj człowieka oskarżonego. To są czasem osoby bliskie nam intelektualnie czy moralnie, a czasem bardzo odległe. Jeśli bronię jakiegoś oskarżonego, to nie znaczy, że podzielam jego poglądy religijne czy społeczne. Adam Darski doskonale wie, że ja jestem osobą wierzącą. Ja bronię go przed odpowiedzialnością karną, a nie religijną. Jako katolik bronię też osób oskarżonych o zgwałcenie, zabójstwo czy oszustów podatkowych. Więc z reguły nie podzielam poglądów osób, które popełniły czyn zabroniony. Ale ja widzę przede wszystkim człowieka, a każdy człowiek ma w sobie jakiś element dobra. Choć, przyznam – z drugiej strony – zdarzały się na panie, które przed procesem groziły mi, że moje dzieci będą w piekle z tego powodu, że bronię East NewsPrzyjrzyjmy się zachowaniu Darskiego. W czasie koncertu w klubie Ucho w Gdyni podarł Biblię, krzycząc "żryjcie to gów…". Dla pana Biblia to jest gów..?Dla mnie Biblia to punkt odniesienia i wartość życiowa. Staram się w swoich wyborach odnosić do Niej – czasem upraszcza to nawet aplikacja z "czytaniami na dziś". Ale w zachowaniu Nergala nie było przestępstwa. Ten występ był skierowany do pewnej grupy odbiorców, którzy przyszli na koncert i oczekiwali konkretnych treści. Ewidentnie nie były to treści chrześcijańskie. I oni te treści dostali i nikt z nich nie czuł się urażony. Koncert był w klubie, na drzwiach było napisane, że nie można nagrywać występu. Ludzie weszli dobrowolnie na ten koncert. Później bronił pan Nergala w sprawie o rzekome znieważenie godła polskiego. Zespół Behemoth reklamował swoją trasę koncertową "Rzeczpospolita Niewierna" plakatami, na których w symbol orła białego wpisany był odwrócony do góry nogami krzyż. Krzyż jest dla pana ważny?Tak, to element mojej Nergal odwrócił go do góry nogami jak symbol satanistów…Z perspektywy sprawy karnej jest to element tożsamości zespołu. Kwestia jest taka: czy jako chrześcijanin mam prawo ograniczać elementy narodowe mojego państwa do przekazu, który tylko mi jest bliski?Czyli?Jeśli zrobimy tęczowego orła, to czy on nie pokaże, że osoby LGBT też identyfikują się z polskością? A jeśli Nergal wpisuje elementy bliskie jego twórczości w symbol orła białego, to stwierdzamy..…że Polska jest też miejscem dla satanistów?A nie jest?Dla mnie bomba! Ale dla chrześcijanina?A dlaczego nie? Sataniści mogą w Polsce funkcjonować. Nie ma formalnego zakazu. Sądzę, że jeśli ktoś ma inny system wartości i nie godzi on w swobody i wartości innych osób, to dlaczego nie? Jesteśmy wolnym East NewsI to pana nie dotyka, tak po ludzku?To jest moja praca. W sensie zawodowym widziałem gorsze rzeczy. Prawo karne to są gorsze historie. Występ muzyka w klubie to jest nic w porównaniu z opowieściami zgwałconej ofiary albo rozprawy, gdzie zeznaje matka zabójcy, a potem matka ofiary, której drugie dziecko zostało właśnie zamordowane. Zło jest zupełnie gdzie indziej. Jeśli ja nie śpię przez pracę, to po sprawie, gdzie chłopak zabija swoją młodą żonę. Albo jak gwałcona osoba, broniąc się, morduje swojego oprawcę. Nergal nie zagraża mojej stabilności w ogóle istotą chrześcijaństwa jest się modlić za osoby, które zrobiły coś się za zabójcę Pawła Adamowicza?Ja znałem pana prezydenta, uczył mnie i to jest dla mnie trudne. Ale trzeba się modlić, za tych, którzy naprawdę mają przerąbane. Jak ktoś tonie, to mu podajesz rękę. Także kiedy tonie moralnie. Czyli chrześcijanie powinni się modlić za Nergala?Nawet się modlili, gdy był w szpitalu, chory na karmił psa chrupkami w kształcie krzyża i nagrał utwór "God = Dog", czyli Bóg = Pies…Nie słuchałem, ale wiem, że taka piosenka do tego pokazał na swoim profilu społecznościowym Chrystusa, który zamiast na krzyżu, wisi na gumowym penisie…To jest rzeźba. Pokazał ją na Facebooku. W tej sprawie toczy się właśnie postępowanie…Źródło: East NewsU Nergala jedno postępowanie się kończy, a kolejne zaraz zaczyna. W sprawie rzekomego zbezczeszczenia godła Nergal został uniewinniony, potem wyrok uchylono i sprawa wraca do ponownego rozpatrzenia w przyszłym roku. Ale jeśli chodzi o podarcie Biblii, to Nergal został uniewinniony…Tak. 18 sędziów w tej sprawie w sumie instancja, druga instancja, Sąd Najwyższy, powrót, kasacja, znów Sąd Najwyższy. Dla porównania w sprawie Amber Gold orzekała jedna sędzia. A teraz będzie trójka w sądzie odwoławczym…Wynika z tego, że ochrona Boga i wartości chrześcijańskich jest dla Polaków ważniejsza niż cokolwiek mojej perspektywy twierdzenie, że prawo ludzkie może chronić Boga, jako istoty najwyższej, jest absurdalne. My ludzie wmawiamy sobie, że mamy kompetencje i siłę bronić Boga Wszechmogącego. Jeśli wierzymy, że jest wszechmogący, to nie potrzebuje ludzkiej ochrony. A część z nas uzurpuje sobie prawo do ochrony nie można obrazić uczuć chrześcijan?Można. Gdyby ktoś wtargnął do kościoła w czasie mszy świętej i ukradł komunię świętą (komunikant) czy oddał mocz na krzyż – a to są niestety prawdziwe historie – to czułbym się zdegustowany i urażony. Jako chrześcijanin i jako jest różnica między podarciem Biblii przez Nergala w klubie na koncercie a oddaniem moczu na krzyż w kościele?Bo kościół jest miejscem przeznaczonym do kultu. A Nergal drze Biblię w klubie muzycznym. A Chrystus na penisie?Rzeźbę pokazuje na swojej stronie internetowej, co do której wszyscy wiedzą, że tam mogą być treści, które ich urażają. Jeśli pakujesz się na stronę instagramową Nergala, to może tam być coś, co cię obraża. Jeśli razi mnie pornografia, to nie wchodzę na strony pornograficzne. A jeśli razi mnie disco polo, to nie oglądam jeśli nie chcę, żeby obrażano moje uczucia, to nie kupuję biletu na koncert Behemotha?To proste jak budowa cepa: jeżeli wiem, że coś może mnie obrazić, to ja tam nie East NewsMoże zacytujmy artykuł 196 o obrazie uczuć religijnych…"Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności lub karze pozbawienia wolności do lat dwóch".To dobry artykuł?Moim zdaniem tylko czyn popełniony w zamiarze bezpośrednim powinien podlegać odpowiedzialności bezpośredni polega na tym, że ja chcę obrazić uczucia religijne innych ludzi, a nie tylko na to się chciał czy nie?Zakładam, że nie. Nergal chciał stworzyć dzieło sztuki, wypowiedź artystyczną, skierowaną do swoich fanów. To może nawet być kontrowersyjna instalacja. Ale robił ją, żeby pokazać swoje antyreligijne co powinniśmy zmienić w artykule 196?Słowa "kto obraża" na słowa "kto chcąc obrazić".Jaka jest różnica?Jak gość idzie do kościoła i oddaje mocz przy komunikantach, to on chce na pewno obrazić uczucia religijne. Ale jeśli ktoś robi instalację artystyczną, nawet w kontekście religijnym, to co innego. Uważam, co do zasady, że ktoś, kto obraża wiernych w kościele, powinien ponieść East NewsCzyli chłopak, który twierdzi, że go bolą zęby i w czasie mszy św. chowa komunię św. do kieszeni, obraża uczucia katolików? Księża z Bełchatowa zatrzymali go w mam żadnych wątpliwości, że jeśli ktoś wyjmuje hostię, zamiast ją połknąć, jeśli wyjmuje z ust ciało Chrystusa, to z perspektywy tych księży to mogło obrażać ich uczucia religijne. Więc dobrze, że go przytrzymali, wezwali policję, a na koniec kazali mu hostię połknąć?Nie wiem do końca, jak to wyglądało. Nie wiem, czy było tak, jak to pokazywały media. Nie wiem, czy późniejsze zachowania wobec tego dziecka były zasadne. Bardziej obraża moje uczucia religijne mężczyzna, który przyjmuje Pana Jezusa, a wcześniej znęcał się nad małżonką. Boga obraża o wiele bardziej to, co jest w sercu, niż to, co jest w w kształcie waginy na Marszu Równości w Gdańsku pana obraża?Szacunek dla innych ludzi kazałby chyba powściągnąć swoją wolność artystyczną w miejscu publicznym, czyli w czasie parady na ulicy. Jeśli kochamy innych i oczekujemy szacunku, to sami nie powinniśmy się wyśmiewać z gejów, lesbijek, muzułmanów i katolików. Nie można szanować człowieka i jednocześnie nim East NewsCzy pan może zrozumieć tych katolików, którzy mają problem z Nergalem i oskarżają go o obrazę uczuć? Może pan wejść w ich buty, zobaczyć wiarę ich oczami?Oczywiście jestem w stanie sobie wyobrazić, że ktoś się czuje obrażony. Ale w mojej ocenie wiele tych działań ma charakter koniunkturalny, wynikający z próby pokazania siebie, zyskania poparcia, zaplusowania w jakieś opcji politycznej, zaplusowania u księdza proboszcza. To jest forma kreowania siebie na obrońcę nie wierzy w szczere intencje ludzi obrażonych utworem "Bóg = Pies"?Wierzę. Mam kolegę w Ordo Iuris, co do którego jestem przekonany, że on kieruje się w działalności publicznej wyłącznie dobrymi intencjami. Złoty pana wizja Polski, gdzie jest miejsce i dla Nergala, i dla ludzi LGBT oraz wizja Polski pańskiego przyjaciela z Ordo Iuris, gdzie LGBT jest zboczeniem i dewiacją deprawującą nasze dzieci, to są dwie różne wizje kraju. One się teraz ścierają na poziomie tworzenia prawa, ustaw, zakazów, penalizacji…To jest pytanie o to, czy chrześcijanie powinni domagać się od państwa tworzenia reguł, które są zgodne z ich nie do końca się z tym zgadzam. Kościół, jak każda instytucja publiczna, ma prawo domagać się tworzenia określonych praw. Ale posłowie są emanacją całego społeczeństwa, czyli powinni uwzględniać także poglądy innych. Nawet jeśli jestem posłem katolikiem i mój Kościół oczekuje ode mnie pewnych regulacji prawnych, ja nie mogę tworzyć reguł wyłącznie dla mojej tylko 40 procent Polaków chodzi do Kościoła. Jesteśmy krajem, gdzie z roku na rok spada liczba uczestników obrzędów religijnych, w szczególności wśród młodzieży. To także wina nas - naszego Kościoła. Jak słyszę od moich dzieci, że one chcą chodzić do kościoła, to jestem szczęśliwy. Ale coraz mniej ludzi to ten odwrót od Kościoła?W mediach, publicznie, widać to, co złe. Jest to obraz w mojej ocenie zafałszowany czy po prostu nieprawdziwy. Nie dostrzegamy siostry Chmielewskiej, Fundacji Chleb Życia, rozdawania jedzenia bezdomnym, codzienności duszpasterskiej, która jest ciężką pracą. Tego nie co widać?Pedofilię, pychę, drogie samochody i daniele w parku. Ale to nie jest prawdziwy czy jedyny obraz chrześcijaństwa. To nie jest chrześcijaństwo po daniele to w parku abpa Sławoja Leszka Głodzia. Dlatego stał pan pod kurią gdańską, domagając się jego dymisji?Jako osoba wierząca, nie mogę machnąć ręką na to, że mój Kościół popełnia błędy. Kościół to też moje miejsce i chcę się nim cieszyć. Potrzebny mi sprawny, silny Kościół, który da mi oparcie w trudnym dla mnie momencie. Jak można, jak to robiła posłanka Krystyna Pawłowicz, obrażać ludzi, a potem być głęboko rozmodlonym? Jak można, jak wicepremier Włoch Matteo Salvini, określać się mianem chrześcijanina i zakazywać, żeby statki z uchodźcami wpływały do włoskich portów?Nasi chrześcijańscy politycy też nie chcą przyjmować uchodźców…My nie wykazaliśmy solidarności nie tylko wobec tych ludzi, którzy toną na Morzu Śródziemnym. Również nie podaliśmy ręki naszym przyjaciołom z Włoch, którzy uchodźców ratują. My uwielbiamy słoneczną Italię: słońce, wino, jedzenie. Ale jak mamy im pomóc, odciążyć ich w przyjęciu uchodźców, to już nie! Co to za problem, żeby 40-milionowy naród pomógł kilku tysiącom uchodźców? A potem ci nasi chrześcijańscy politycy tańczą i falują na spotkaniu u ojca mówią, że uchodźcom należy pomagać na miejscu…Czyli gdzie? Na dnie oceanu?Abp Głódź mówił w Gdańsku o Syryjczykach: "Niech tam u siebie żyją, pracują i cieszą się własnym niebem".To tak, jakby powiedzieć mieszkańcom Warszawy w 1944, żeby się cieszyli niebem na by było, żeby abp Głódź odszedł?W mojej ocenie tak. Udowodnione zachowania księdza arcybiskupa godzą w dobre postrzeganie Kościoła. Instytucja wie o tych patologiach i nie robi nic. To jest nie w porządku wobec nas, wiernych. A nas, jego owieczki, to czy mnie, jako niewierzącego, powinno to obchodzić?Jeśli biskup zaczyna decydować o polityce, obstawia urzędy czy urządza spółki skarbu państwa, to idea rozdziału Kościoła od państwa powinna nadal w Polsce obowiązywać?Tak, także dla dobra Kościoła. Kościół instytucjonalny powinien się zająć czymś innym niż polityką. Przede wszystkim opieką duszpasterską. Niech się zajmie też pomocą ubogim i bezdomnym. Notabene często tak robi. A państwo nie powinno automatycznie realizować tylko postulatów Kościoła, tak samo jak nie powinno realizować postulatów np. wyłącznie to pogodzić?W mojej ocenie - państwo powinno powiedzieć: wy, dziewczyny, macie rację tutaj, a wy księża macie rację tutaj. Dogadajmy East NewsCzy w Polsce mamy teraz przechył w jedną, kościelną stronę?Dam przykład. Trybunał Konstytucyjny lawiruje w sprawie aborcji osób upośledzonych, czyli dotyczącej głównie osób z zespołem Downa. Zakładam, że Trybunał wkrótce, po ewentualnym kolejnym wniosku poselskim, orzeknie tak, jak pasuje obecnej jak?Trybunał uzna, że aborcja tzw. eugeniczna, czyli dotycząca osób z zespołem Downa, jest zakazana. Taka skarga była skierowana do Trybunału i tak pewnie Trybunał po jej ponowieniu ją będzie zwycięstwo chrześcijan?Moim zdaniem nie będzie to dobre rozwiązanie, bo nie ma jedności poglądów w tym zakresie. Ja uznaję, że to jest istota ludzka, która ma duszę i że nie można jej zabić. Ale nie wszyscy tak uznaję, że to wciąż płód, który można poddać aborcji…No właśnie. Dowiemy się kiedyś, kto z nas miał rację. Ale póki co w tym zakresie nie ma jednolitości poglądów w Polsce czy w Europie. Więc dlaczego osoba niewierząca ma przyjmować moje poglądy? Należy szanować poglądy innych, ale niekoniecznie narzucać pan, nawet uznając, że płód ma duszę, uznaje także moje prawo do innego punktu widzenia?Ja nie uważam, że aborcja jest moralnie dobra, ale nie chcę, żeby każdy jej przejaw był w Polsce przestępstwem. Państwo świeckie musi ważyć różne argumenty. Nam facetom łatwo się na ten temat gada. Pamiętajmy jednak, że 70 procent osób, które zajmują się dziećmi niepełnosprawnymi, to są samotne matki. Państwo da im jednorazowo 4 tysiące złotych i zostawi je samymi sobie. Jak tak bardzo komuś zależy na ochronie życia, to niech pomogą tym matkom w wychowaniu tych niepełnosprawnych dzieci. Wiara na transparentach dobrze wygląda, ale dużo gorzej później z pana znajomi z Ordo Iuris narzucą nam w końcu swoje poglądy i zaostrzą prawo aborcyjne?Tak najprawdopodobniej co wtedy?Aborcja w Polsce będzie kwestią ceny. Co za problem wsiąść w samolot i polecieć do Hamburga?Kobieta musi wziąć wolne z pracy, umówić się w zachodniej klinice, kupić drogi bilet lotniczy. To 800 euro za zabieg, plus loty, plus hotele. W sumie ponad 1000 euro?Hipokryzja jest wpisana w naszą legislację. Kogo będzie stać, to wyjedzie. Zamożni sobie poradzą. Ale my nie możemy tworzyć regulacji tylko dla rzeczą, którą Ordo Iuris blokuje, jest wprowadzenie nowoczesnej edukacji seksualnej do szkół. Katoliccy rodzice przynoszą gotowe formularze: oświadczenia zastraszające nauczycielki i dyrektorki szkół. Szkoła się boi, więc temat umiera…To jest niedopuszczalne, że szkoły się uginają. Widziałem takie oświadczenie, gdy w bardzo dobrej szkole mojej córki w Gdyni miały się pojawić edukatorki z co?I rodzice to zablokowali. Byłem wściekły. Wiedza jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Seksualność jest elementem naszego życia. To jest nienormalne, że się tego zakazuje. Nawiązując do expose pana premiera – konieczna jest normalność. A normalne jest, że rodzice niegodzący się na edukację seksualną po prostu nie posyłają na nią dzieci. I później ponoszą konsekwencje takiego wyboru. A wystarczyłoby, żeby w takich sytuacjach dyrekcje szkoły zapytały jakiegoś prawnika o zdanie. Żadne konsekwencje szkole nie grożą. Ale to zastraszanie jest strasznie jest prawnikiem. Zabrał pan głos w tej sprawie?Tak, na WhatsAppie klasy mojej córki. Tłumaczyłem. Ale tamci rodzice poszli do dyrektorki i zablokowali to mimo córka nie ma więc takich zajęć z edukacji seksualnej, mój syn, póki co, też nie. To nasza córce książkę Anji Rubik. Pogadam z nią. My, świadomi rodzice, sobie poradzimy. Ale ci rodzice, którzy sobie nie radzą z tym tematem i boją się go, przegrają. I taki ojciec, który wymachiwał różańcem, zostanie dziadkiem, bo jego 16-letnia córka zaszła w przyznać Ordo Iuris, że są w tym zastraszaniu szkół bardzo tam jest dużo dobrych, merytorycznych, kompetentnych się pan, że religia jest w szkole?Tak, bo to dla mnie i dzieci wygodne. Ale jak są dwie religie, a jedna fizyka, to się zastanawiam, czy to ma sens. Albo dwie religie i jedna wiedza o właśnie – wiedza o kulturze. Czy czeka nas Polska, w której zakażemy Nergalowi kontrowersyjnych występów?Ja go będę dalej bronił – to moja praca. Wolność słowa nie jest co prawda absolutna, ale jest bardzo ważna. To nasz wolność słowa – nawet w zamkniętym pomieszczeniu klubowym - nie jest absolutna?Pamiętajmy: nazizm zaczął się w bierhalle, w małej piwiarni w Monachium. Więc jeśli w zamkniętym pomieszczeniu narodowcy nazywają kogoś "czarnuchem", to nie jest wcale dobre. Bo potem oni wyjdą z tej sali i znajdą osobę o ciemnym kolorze skóry w mieście. Bywa, że słowa zabijają. A to już może być bardzo niebezpieczne…
By Sodowski Krzysztof Opublikowane 25 Styczeń, 2012 Z cyklu Związki – Religie – Duchowość wywiad z młodym, „studenckim” małżeństwem opowiadającym o religii, która stała się ważnym elementem ich życia, o duchowości codziennej, o rozwoju człowieka w wierze. Dorota i Paweł zgodzili się podzielić swoimi doświadczeniami z przygotowań do ślubu oraz do narodzin dziecka, przeżywanych przez nich w religii katolickiej. Duchowość – czym ona jest dla was? Paweł: Duchowość jest dla mnie subiektywnym podejściem do spraw wiary i płaszczyzną, która odróżnia człowieka od zwierząt. Jest charakterystyczna dla człowieka; określa stosunek do wiary, do Absolutu. Duchowość to sposób, w jaki ktoś przeżywa to, co się z nim dzieje w relacji z Bogiem. Dorota: Duchowość kojarzy mi się z religijnością, z przeżywaniem swojej wiary jakoś tak wewnętrznie. Od kilku lat tworzycie związek, od 3 miesięcy jesteście małżeństwem, spodziewacie się dziecka. W jaki sposób rozwijał się wasz związek i jakie miejsce zajmowała w nim religia i duchowość? P: Poznaliśmy się 3 lata temu, pracowaliśmy w supermarkecie. Na pierwszej randce poszliśmy do kościoła. D: Bo była msza po łacinie a Paweł lubi łacinę P: Oboje jesteśmy katolikami, a była niedziela. W ten sposób już od samego początku pojawiało się przeżywanie Boga w naszym związku. Rozmawialiśmy też o tym sporo żeby wybadać poglądy drugiej strony, a dalej rozwijaliśmy się w duchowości trochę niezależnie. Ja zainteresowałem się charyzmatem dominikańskim. Teraz mogę nazwać siebie świadomym katolikiem, nie to co wtedy; teraz bardziej „to” czuję. Pochodzimy też z zupełnie różnych domów. D: W moim rodzinnym domu przeżywanie duchowości jest nie do końca świadome, polega na częstym chodzeniu do kościoła, ale bez jakiegoś wgłębiania się w to. P: U mnie nie było żadnego przymusu, to był mój wybór, który pojawił się podczas bierzmowania. Wierzę i pogłębiam to ciągle. D: A teraz, kiedy rodzi nam się dziecko musimy być wzorem, musimy mu pokazywać drogę. P: Ważne dla nas jest to, że ślubowaliśmy wychować dziecko po katolicku. Oczywiście dopuszczam możliwość, że kiedy dorośnie i będzie mogło samo decydować, wybierze inną drogę. Pewnie trudno byłoby mi to znieść, ale zniósłbym. Oznacza to, że z duchowością łączy się też tolerancja na to, że inni nie są rozwinięci duchowo. Dlatego bardzo ciężko byłoby mi zaakceptować, że moje dziecko w ogóle nie przejawia zainteresowania sprawami ducha, nie chce o nich rozmawiać i odrzuca je. Duchowość i religijność innych jest czymś, co również nas dotyczy, a chcemy żeby inni też zostali zbawieni. Trudno jednak myśleć tylko o duchowości. Myślę, więc też o religijności, myślę o życiu wiecznym i stąd potrzeba żeby być zbawionym i żeby inni zostali zbawieni. Jak od strony duchowej przebiegały przygotowania do ślubu? P: Nie było w ogóle zastanawiania się czy brać ślub kościelny, czy cywilny. Wiadomo, że ten „prawdziwy”. (śmiech) D: Nam zależało głównie na ślubie, a nie na weselu, dlatego wybraliśmy księdza, z którym byliśmy związani. P: Wybraliśmy wiele rzeczy, które mogliśmy wybrać. Dowiedzieliśmy się o tym na naukach przedślubnych u oo. Dominikanów w Krakowie. Nauki były w październiku, a ślub w lipcu, więc mieliśmy dużo czasu na ich przemyślenie. Szybko doszliśmy do tego, że chcemy być razem i pojawił się pomysł wzięcia ślubu. Jasne było dla nas to, że zaręczamy się po to żeby wziąć ślub. Zaręczyliśmy się w sierpniu. Dowiedzieliśmy się, jakie są warunki wzięcia ślubu. Nauki nie muszą być we własnej parafii, można je sobie wybrać. Dominikanie opowiedzieli nam nie tylko o ślubie, ale o życiu po nim, łączyli teologię, psychologię i pedagogikę - rozwinęło to naszą duchowość. D: Mówili też o tym, żeby zawierzyć Bogu; że nie wszystko jest zależne od nas. P: Tam porównywaliśmy swoje systemy wartości i wypadliśmy w porównaniu bardzo dobrze, bo pierwsza trójka nam się zgadzała – najważniejszy jest Bóg przed naszą miłością i szczęściem. Nie zawsze to, co pojmujemy, jako wolę Bożą jest zgodne z naszym szczęściem, a szczęście pozornie może łączyć się z hedonizmem. D: Na tych naukach wiele rzeczy sobie uświadomiliśmy. P: Do ślubu bardzo się przygotowywaliśmy. Był on dla nas ważny jako sakrament, czyli taki namacalny, tu na ziemi, znak obecności Boga w naszym życiu. Poprzez małżeństwo już nie staramy się osobno o zbawienie – ja swoje, Dorota swoje - tylko razem, jesteśmy jednością w oczach Boga. I to było dla nas ważne. Chcieliśmy żeby goście mogli to poczuć. Często wśród naszych znajomych spotykamy się z podejściem, w którym to wesele, sukienka są ważniejsze, a nie ślub. D: Z tego powodu urządziliśmy skromne wesele, żeby ludzie pamiętali, że był ślub. Nie lubimy też tych wszystkich weselnych zabaw. P: Staraliśmy się jak najbardziej ingerować w mszę. Ingerencja polegała na wyborze księdza, czytań, psalmu, wybraniu osób, które będą czytać i śpiewać, na ułożeniu modlitwy wiernych. Na wybraniu samej formy rozpoczęcia, bo jest ich kilka. To, że po nas wychodził ksiądz i wprowadzał nas do kościoła, to był fajny symbol. Ale pojawiały się w związku z tym problemy, o których ostrzegali nas zakonnicy. Księża niechętnie zmieniają swoje zwyczaje. D: Nie na wszystko nam pozwolono. Przysięgę chcieliśmy mówić z pamięci, ale ksiądz powiedział, że gdzieś jest napisane, że musimy powtarzać po nim. Ale jedno takie ustępstwo jest i tak niezłym rezultatem. A gdybyście nie wiedzieli, że macie możliwość takich wyborów – jak by to mogło wpłynąć na wasze przeżywanie tego ślubu? P: Moglibyśmy to odebrać, jako bardziej narzucone nam przez wielką instytucję. D: Moglibyśmy się jakoś wewnętrznie nie zgadać na pewne elementy, a nie wiedzielibyśmy, że mamy możliwość wyboru. P: Na naukach polecono nam również pewne lektury przed ślubem, np. rozważania o przysiędze ślubnej. Dzięki temu nie było tak, że rozumieliśmy tylko jej połowę albo bezmyślnie powtarzaliśmy po księdzu. Musieliśmy się napracować żeby to wszystko zrozumieć. Czyli duchowość rozwijają nie tylko święte księgi czy natchnione homilie, ale również znajomość mechanizmów funkcjonowania swojej religii, jej przepisów i kodeksów. P: Chodzi o uświadamianie sobie tego wszystkiego, np. skąd się wzięły konkretne elementy ceremonii. Wiele rzeczy miało kiedyś swoje jasne zastosowanie, które do naszych czasów przetrwało w szczątkowej formie, w formie tradycji. Nie warto klepać bezmyślnie formułek, bo to nie ma sensu. To znaczy, że znajomość historii swojej religii, swojego nurtu duchowego pozytywnie wpływa na samorozwój w sferze religijnej i duchowej, mimo iż czasami możemy tam odnaleźć elementy trudne do zrozumienia lub zaakceptowania. W jakiś czas po ślubie Dorota poczuła, że jest w ciąży. Teraz już wiecie, że jest w 8 tygodniu i macie wyznaczony termin porodu. Jak się z tym czujecie? Jak dziecko wpłynęło na waszą duchowość? P: Pierwszą reakcją była radość. D: Cieszymy się. P: Czeka nas ciężkie zadanie w związku z jego wychowaniem. Z przekazaniem mu pewnych wartości. Skąd bierzecie przykład czy wzorce religijnego i duchowego wychowania swojego dziecka? D: O wychowaniu dziecka rozmawialiśmy na naukach przedślubnych, ale wiemy, że wiele rzeczy wyjdzie dopiero w praktyce. P: Na duchowość naszej rodziny duży wpływ mają nie tyle wzorce duchowe z naszych domów, co te wyniesione od dominikanów, bo ciągle się nimi interesuję, ciągle czytam, i to w nich nasze dziecko się wychowa. Czy przewidujecie jakieś problemy z wychowaniem dziecka? D: No pewnie! Dziecko pójdzie do przedszkola, do szkoły i zobaczy inny świat, rówieśników mających całkiem inne podejście do życia. P: Mam nadzieję, że będzie ciągle świadome, i że będzie potrafiło rozumieć naszą religię, że pójdzie w nasze ślady. Obawiam się jednak, że zupełnie tak nie będzie. Będę starał się to zaakceptować, oczywiście nie bez dyskusji. Obawiam się, że zostanie ateistą albo antyklerykałem, co będzie podstawą do konfliktów. I tutaj pojawia się hierarchia, o której mówiliśmy – ja nie zmienię mojego myślenia o Bogu po to, żeby mieć dobre stosunki z dzieckiem. Pojawia się tutaj zagadnienie różnicy pomiędzy duchowością a religijnością. Czy gdyby wasze dziecko było tak uduchowione jak tego pragniecie, ale w ramach innej religii to nie bylibyście z tego zadowoleni? P: Trudno mi teraz na to pytanie odpowiedzieć. Chciałbym żeby było dobrym chrześcijaninem. Najbardziej bym się cieszył gdyby było dobrym katolikiem, ale ewangelikiem czy wyznawcą prawosławia też może być. (śmiech) Duchowość praktykowana jest nie tylko w domowym zaciszu, jest ona ważną częścią życia społecznego. Jakie są wasze doświadczenia w przeżywaniu własnej duchowości wśród innych, oraz w doświadczaniu jej przejawów ze strony innych ludzi? D: Moi znajomi i znajomi Pawła różnią się od siebie. Moje koleżanki mają inny, poziom duchowości, ale jestem przez nie akceptowana. Ja chodzę co niedzielę do kościoła, a one raz na święta, ale ja to łączę z ich religijnością. Przed ślubem byłam nagabywana przez nie: „Dlaczego nie mieszkacie razem przed ślubem? Przecież wszystkiego trzeba popróbować”. P: Ja jestem bardzo dumny z tego, że noszę obrączkę na palcu. Kiedy spotykam się z żartami typu „stary coś ty zrobił?”, albo „jesteś stracony!”, to cieszę się, że jestem wśród nich przykładem kogoś, kto jest żonaty i jest z tego faktu szczęśliwy. Rzadko spotykamy młode pary, które się pobrały i przeżywają to tak jak my, ciesząc się z samego ślubu. Para naszych znajomych mieszkała razem przed ślubem, robili przed ślubem wszystko to, co robili po ślubie, i mimo że należymy do tego samego Kościoła, to w odmienny sposób przeżywamy chociażby sam ślub i jego znaczenie. Często spotykamy się z inną – wydaje mi się, że mniej świadomą -duchowością i religijnością. Spotykamy się również nie tyle ze świadomym odrzucaniem pewnych przepisów, ile ze zobojętnieniem, z którego wynika np. mieszkanie razem lub seks przedmałżeński. To dobre przykłady na różne sposoby przeżywania tej samej religii – różne duchowości. D: Nie przychodzi nam do głowy żadna para naszych znajomych, która byłaby w podobny do nas sposób rozwinięta duchowo. A czy byliście kiedyś wytykani palcami z powodu waszej religijności? D i P: Nie. Jak się modlicie? P: Podczas nauk zaproponowano nam kilka sposobów modlitwy. Próbowaliśmy modlitwy wspólnej i osobnej, pozostaliśmy przy osobnej. Działamy na tym polu niezależnie od siebie. D: Wiąże się to głównie z tym, że o różnych porach wstajemy i kładziemy się spać, bo ja pracuje na zmiany. P: I to jest tym, co nas tak bardzo różni. D: Ale chodzimy razem do kościoła na niedzielną mszę. Nawet, kiedy ja mam w niedzielę dyżur 12 godzinny to idziemy razem w sobotę wieczorem, mimo że Paweł mógłby iść w niedzielę. P: Niedzielna msza jest czasem, w którym się synchronizujemy ze sobą po całym tygodniu. Czy medytujecie? Stosujecie jakieś metody kontemplacyjne? P: Spontanicznie, kiedy cos mnie zainteresuje to poświęcam się temu, a nazwać by to można kontemplacją. Myślę nad tym, modlę się. A Dorota robi na chlebie znak krzyża, kiedy zaczyna go kroić. (śmiech) Praktykowanie religii to nie tylko modlitwa czy nabożeństwa, to również patrzenie na świat przez pryzmat Boga. Jak wygląda wasza relacja z Bogiem w takim zwykłym, codziennym życiu? D: Mi to pomaga w pracy. Jestem pielęgniarką. Zdarza się, że mamy ciężkie przypadki na oddziale i ludzie umierają. Właśnie w takich chwilach pomaga mi moja religia. Staram się nie przechodzić nad zmarłym do porządku dziennego, ale zamyślić się nad tą osobą, że to była czyjaś mama, córka; staram się pamiętać o odmówieniu „wieczny odpoczynek”. Pomaga mi to pogodzić się z tą śmiercią, bo widocznie tak musiało być. P: Dla mnie w trakcie dnia ciekawym jest obserwowanie różnych przejawów, jak wydaje mi się, ingerencji Boga. Wierzymy, że świat pochodzi od Boga, wiec kontemplacja świata może jakoś do Niego prowadzić. Jeśli zauważam coś takiego, to zachwycam się tym, a podczas modlitwy dziękuje, że mogłem to dostrzec. Niesamowitym cudem jest dusza mojego dziecka. Świat został stworzony przez Boga, a On cały czas jakoś w niego ingeruje, i dotyczy to również śmierci. Przy czyjejś śmierci pojawia się trud pamiętania o Bogu, o jego działalności, i o tym, że to do Niego wszystko należy. D: Myślę teraz również o takim codziennym zawierzeniu Bogu, bo nie wszystko od nas zależy. Nie zawsze wyjdzie tak, jak sobie zaplanujemy, a kiedy wychodzi inaczej, to nie znaczy, że wychodzi gorzej. P: Nie jest jednak tak, że wszystko uważamy za wolę Bożą. To nie jest tak, że wszystkim rządzi Bóg, tak jak fatum. Jeśli autobus się spóźnia, to niekoniecznie jest to wola Boga. Ingerencją Bożą jest stworzenie duszy. Opowiedzieliście o wielu bodźcach umacniających i rozwijających waszą duchowość. A czy zaznaliście sytuacji ją osłabiających? Jakie to były sytuacje? P: Dla mnie ciągłym sprawdzaniem siebie są rozmowy z innymi. Jest to konfrontacja moich poglądów z czymś czasami zupełnie odmiennym. Sprawdzanie siebie, czy to, co ja myślę jest tym samym, co (ja) czuję. D: Ogólnie we współczesnym świecie jest dużo pułapek. Bo ludzi ogarnia hedonizm. P: Przywiązuje się większą wagę do rzeczy materialnych. Bóg nie jest tak ważny dla ludzi jak kiedyś, bo jest wiele konkurencyjnych rzeczy. Komunizm był konkurencją dla religii, a sam nie był religią. Upadek religijności osłabia również duchowość. Warto uświadamiać sobie wiele rzeczy związanych ze swoją religią i duchowością, bo kiedy rozumiemy te rzeczy, nakazy i wymogi, rozwijamy się również my i nasze podejście do Boga - duchowość. Uświadamianie sobie jest świetnym celem. Pozwala pełniej żyć, a życie jest bardziej satysfakcjonujące. Przed nami jeszcze długa droga. Dziękuję wam bardzo za rozmowę.
Po co ten tekst - zapewne wielu się zastanawia. Po co promować jątrzyciela, antychrysta i - w opinii wielu - pajaca. Otóż ja nie promuję. Na przykładzie Adama Darskiego, Nergala, można bardzo pięknie pokazać, że mimo iż wydaje nam się, że jesteśmy niezwykle rozwiniętym, otwartym i tolerancyjnym krajem, to tak naprawdę wciąż znajdujemy się w ciemnej... brzmienia - koncerty w Trójmieście Pomyśleć, że wszystko zaczęło się od niewinnego zdjęcia. Oto Nergal wrzucił na swoje konta społecznościowe selfie z Larsem Urlichem, perkusistą legendarnej Metalliki. No i zaczęła się burza w szklance wody. O co poszło? Zazdrość najpewniej. I zawiść. My, Polacy, mamy zawiść we krwi. Zwłaszcza względem swych rodaków."No chce się wybić!", "znowu robi szum wokół siebie", "pajac promuje się na nazwisku legendy" - takich opinii pojawiło się mnóstwo. No nie. Darski przede wszystkim nie musi robić wokół siebie szumu. Robią to za niego inni. A on - wiadomo, nie jest święty, czasem zrobi coś takiego, że można tylko schować twarz w dłoniach. Kto nie zrobił nigdy w życiu niczego idiotycznego, świadomie lub przypadkiem, ręka do góry. Tyle że znani ludzie są na świeczniku i pod pręgierzem opinii. Nergal to światowa gwiazda metalu. Jego Behemoth od mniej więcej 20 lat jest w absolutnej czołówce globalnego black metalu. Największe festiwale, światowe trasy. Naprawdę ktoś myśli, że potrzebny mu rozgłos zapewniany przez tanie sensacje? A fotka z Urlichem? Wyjaśniam - panowie są ziomkami. Znają się od lat, lubią. Legendarny perkusista, założyciel największego zespołu metalowego na świecie, Metalliki, kupił bilet na koncert Behemotha, a po występie wpadł zbić piątkę z Nergalem i polskimi muzykami. To naprawdę takie wydarzenie, aby ponownie wyklinać Adama Darskiego od czci i wiary? Tym bardziej że to nie było tak, że Nergal czaił się, żeby strzelić fotkę. To Urlich przyszedł oklaskiwać Behemotha na koncercie w Berkeley. I pogadać, jak kumpel z rzecz zauważył dziennikarz Jarek Szubrycht - gdyby Behemoth był drużyną sportową, stałby się jednym z najważniejszych projektów marketingowych naszego kraju. Ale że grają metal i nie wierzą w siły wyższe? No to cóż - ostracyzm. Zwrócił też uwagę - słusznie zresztą - że Norwegia i Finlandia ze swoich gagatków w czarnych szatach zrobiły atut. No tak, tyle że gdzie Rzym, gdzie zaczęła się cała afera z Nergalem? W 2007 roku. Wtedy ze stanowiska NBP ustępował Leszek Balcerowicz, po raz pierwszy w Polsce wystąpił Wu-Tang Clan, a w fabryce w Tychach wyprodukowano milionowego fiata pandę. No, dawno to było. W tym też roku Nergal miał czelność podrzeć Biblię na koncercie. Dokładnie 13 września w gdyńskim Uchu. I tu dochodzimy do chyba największego absurdu, który toczy ten kraj od wielu lat. Obraza uczuć religijnych. Co to w ogóle jest? Co to znaczy? Uczucia religijne to paradoks. Proszę mnie źle nie zrozumieć - absolutnie szanuję wybory każdego człowieka. Bo jest wolny, ma do nich prawo. Jednak wolność jednego kończy się tam, gdzie zaczyna drugiego człowieka. Dlaczego nie ma obrazy uczuć niewierzących? Żyjemy podobno w świeckim państwie. Otwartym, tolerancyjnym. Jednak w każdej szkole, urzędzie, obiekcie państwowym są krzyże. Co z innymi wyznaniami, z agnostykami, heretykami? Co z ich uczuciami?Czytaj także: Odczepcie się od polskiego rapu!Ale niech ktoś powie, że "papież ch*j" - będzie ciągany za nasze pieniądze po sądach, bo ktoś poczuł się urażony. Przecież to jest paranoja. To jest tak absurdalne, jakbym jako niewierzący obywatel szedł się procesować z kimś, kto powiedział, że Bóg istnieje i to mnie uraziło. Ludzie, szanujmy się!Niemniej są ludzie niejako skazani na hejt i ostracyzm. Ponieważ wymykają się tym zaściankowym kajdanom, w których Polska wciąż pozostaje uwięziona. I niestety na razie nie widać jakiegoś rewolucyjnego światełka, które zapoczątkowałoby istotne zmiany. Jak chociażby w Irlandii, gdzie przecież religia też od zawsze była niezwykle ważnym elementem życia i muszą być nawet kontrowersyjni, jak Adam Darski. Wystarczy, że będą inni, będą sobą. Ralph Kamiński, Michał Szpak, Doda. Albo, szukając bliżej - wysoko wrażliwe dzieci, które w szkołach nie mają życia, bo nie wpisują się w utarty schemat. Musimy się obudzić, ponieważ wyrośnie nam pokolenie jeszcze bardziej poharatane psychicznie niż millenialsi czy "zetki". Już jest dramat, a będzie jeszcze gorzej. Szanujmy się, powtórzę. Tylko tyle i aż tyle. Każdy ma prawo prowadzić swoje życie drogą, którą wybierze, i nikomu nic do tego. Tak samo przestańmy się przejmować rzeczami, które nas nie dotyczą. Tymczasem niedawno do Sejmu trafił projekt zmian w Kodeksie karnym autorstwa Solidarnej Polski, zakładający zaostrzenie przepisów za obrazę uczuć religijnych. Za publiczne wyszydzanie Kościoła mają grozić dwa lata więzienia. Jakże kuriozalnie brzmią słowa wiceministra sprawiedliwości Marcina Warchoła, który powiedział, że prawo trzeba zmienić, by chrześcijanie nie byli wykluczani z życia społecznego i nie byli zmuszani do ukrywania swojej wiary, tym bardziej że - jak podkreślał - praktyka zmierza do poszerzania wolności w innych dziedzinach np. praw osób LGBT i to kosztem na końcu do casusu Nergala. Robi muzykę dla określonego grona słuchaczy, którzy się z nią zgadzają i utożsamiają. Podobnie jak z jej przekazem. Więc, gdy na koncercie podrze Biblię lub nazwie jednego czy drugiego księdza "skur*ysynem", nie ma tu mowy o jakiejkolwiek obrazie czyichkolwiek uczuć. Dlaczego? Bo mówił to w swojej bańce. Tyle. Koniec. Kropka.
Ile jeszcze zła ma wydarzyć się w Kościele, żeby katolicy wreszcie nabrali wątpliwości, czy aby ich Kościół naprawdę jest taki święty – i czy przynależność do tej organizacji oraz finansowanie jej nie oznacza wspólnictwa w tym złu? Czyż trzeba aż tak wielkiej mądrości i wrażliwości moralnej godnej „prawdziwego chrześcijanina”, aby dojść do wniosku, że skoro w Kościele w różnych krajach 4-7 proc. kapłanów to pedofile, to może nie jest dobrym pomysłem oddawanie czci Bogu akurat w tej konfesji? A może nie trzeba aż być „prawdziwym chrześcijaninem”, żeby to zobaczyć, a za to wystarczy być człowiekiem? Jak nigdy dotąd, po ostatnich ekscesach polskich biskupów, to znaczy po oświadczeniu Rady Episkopatu na temat Deklaracji LGBT oraz po słynnej konferencji prasowej biskupów w sprawie pedofilii w polskim Kościele, zdumienie i oburzenie ogarnęło nie tylko liberalną opinię publiczną, lecz również światłych katolików – Szymona Hołownię. Trudno w polskiej przestrzeni publicznej znaleźć wypowiedzi tak głęboko obrażające moralność publiczną, a jednocześnie tak bezdennie zakłamane i głupie jak to, czego byliśmy świadkami w ostatnich dniach. Jako że internet cały aż huczy od komentarzy tej odrażającej hucpy, daruję dziś sobie. Chcę powiedzieć coś, co wybrzmiewa bardzo rzadko w przestrzeni publicznej, a powinno być mówione na co dzień i pełnym głosem: przynależność do Kościoła katolickiego i płacenie nań jest głęboko niemoralne i hańbiące. Nikt nie może dziś tłumaczyć się, że nie wie, jak potwornym, niekończącym się pasmem zbrodni jest historia tej organizacji i jak niesamowita jest skala jego zepsucia i zwyrodnienia w naszych czasach. Każdy katolik ma dostęp do wiedzy o straszliwych represjach i terrorze naznaczających tysiąclecie totalitarnej władzy papiestwa w Europie, podobnie jak do informacji o gigantycznej liczbie księży gwałcicieli, o głodzeniu i zabijaniu dzieci w Irlandii, o masowych nadużyciach księży wobec zakonnic, o masywnych i trwałych powiązaniach mafijnych Watykanu etc. To już nie są żadne szacunki i domniemania – to konkretna, bardzo dobrze udokumentowana wiedza. Są raporty rządowe, są prace naukowe, są reportaże, są filmy, są książki i wywiady z księżmi oraz byłymi księżmi. Wiele z tych rzeczy na wyciągnięcie ręki – w internecie. Owszem, prosty katolik może nie wiedzieć, że papieże trzymali Żydów w gettach i kazali im nosić „łaty”, inspirując tym Hitlera, który po kilku dekadach przerwy powrócił do tych świętych praktyk. Owszem, prosty katolik może nie znać liczb, nie umieć wymienić pogromów, rzezi, potwornych kampanii terroru na kilku kontynentach, których dopuszczała się władza kościelna, sama lub we współpracy z władzą świecką. Może nie wiedzieć, czym było „zwalczanie heretyków”, a czym krucjaty. Może kojarzyć Jerozolimę z kościołami, a nie z wyrżnięciem przez katolickie hordy całej ludności tego miasta. Może nawet nie pamiętać, jak papież mizdrzył się do Hitlera, a po wojnie gorliwie organizował ucieczki setek hitlerowskich zbrodniarzy do Ameryki Południowej. Może nie znać faktów, bo jest do czytania, do zdobywania wiedzy nienawykły i tego nienauczony. Ale nikt nie może własnej ignorancji bronić ani się nią zasłaniać. Dotarcie do informacji zajmuje dziś bowiem minuty. Ignorancja już nie usprawiedliwia. Ignorancja tylko przynosi wstyd. Przeto jeśli jesteś katolikiem, nie tłumacz się niewiedzą. I nie waż się przeciwstawiać tysiącleciu totalitaryzmu, terroru, niewolnictwa i zbrodni jakichś szpitali i uniwersytetów czy afrykańskich misji. To cynizm urągający wszelkiej moralności, nie mówiąc już o godności ofiar, którą wprost spotwarza. Każdy katolik musi wiedzieć, że bilans zbrodni i zasług w dziejach Kościoła katolickiego – nawet gdyby było czymś etycznym taki bilans mechanicznie czynić – wypada dla Kościoła tragicznie. Musi to wiedzieć, nawet jeśli straszliwe fakty w swych szczegółach nie trzymają się jego głowy. I jako istota inteligentna, kształcona w szkołach, ma wobec samego i samej siebie obowiązek postawienia pytania: czy skoro ten właśnie Kościół był i jest tak potworną instytucją, a jego biskupi i dziś są tak bezdennie głupi i zdemoralizowani, jak pokazują to swoimi wypowiedziami, to czy w ogóle wchodzi w grę, aby właśnie to był TEN Kościół, który upodobał sobie Bóg i Jezus? TEN właśnie, spośród tylu innych? Czyżby o jego autentyczności miała świadczyć jego krwawa potęga? Czyż tego właśnie chciał Jezus? Czy chciał pychy i przepychu? Imperialnej potęgi i terroru? Tysiącletniej nienawiści do narodu, do którego sam należał? Katolik musi dziś to wszystko przemyśleć i wyciągnąć wnioski. Nowoczesność dała mu bowiem wystarczające wykształcenie, żeby zaciążył na nim moralny obowiązek myślenia. Musi też, z tego samego powodu, dowiedzieć się, jakie są właściwie doktryny kościelne i zawarte w nich przekonania moralne. Dowiedzieć się – bo ogromna większość nie ma o tym pojęcia. A gdy już się czegoś dowie, niechaj sobie zada pytanie, czy wypada mu wierzyć, że przez chrzest stał się lepszy od innych ludzi, gdyż otrzymał od Boga specjalne łaski i cnoty? Czy wypada mu wierzyć, że kiedyś wszyscy ludzie na ziemi wyrzekną się swojej wiary i swojej kultury, uwolnią się od błędu islamu, hinduizmu, buddyzmu i ukorzą się przed Jezusem Chrystusem, który przyjdzie na ziemię jako Król? Czy to po prostu wypada kulturalnemu człowiekowi w XXI w.? Nie ma czegoś takiego jak światły i otwarty katolicyzm. Nie łudźcie się, straszni mieszczanie! Doktryna jest, jaka jest. Weź oficjalny katechizm (jakże ugrzeczniony wobec dawniejszych pism kościelnych!) i czytaj – zdanie po zdaniu. Ile napotkasz w nim wrażliwości moralnej, dobroci, szacunku dla prawdy i dla wiedzy, ile tolerancji, ile szacunku dla odmienności i różnic między ludźmi, dla równości i wolności, a ile spotkasz obłudy, ciemnoty, fanatyzmu, pychy, przewrotności, gwałtu na sumieniu w imię sumienia? Jeśli zdobędziesz się nie na bezstronność – bo ta jest ponad siły większości z nas – a przynajmniej na jako taką uważność i skupienie sił umysłu, z pewnością ujrzysz żałosną nędzę intelektualną i moralną tych poglądów, z całą skromnością typową dla tej instytucji nazywanych „nauczaniem”. Chodzenie do kościoła stało się dzięki wielkiej rewolucji liberalnej, dzięki ofierze krwi milionów ludzi na przestrzeni minionych pięciu stuleci walki z brutalną potęgą Rzymu, sprawą prywatną. Już nie zabijają za niesubordynację i nie chłoszczą za opuszczenie mszy. Już nie zmuszają do niewolniczej pracy na księżowskich polach, nie każą sobie znosić danin w naturze i gotówce. Lecz to, że wolni ludzie podzielili się swoją wolnością z katolikami i pozwolili im nadal swobodnie praktykować, mimo tego ogromu zła, jakie Kościół wyrządził narodom całego świata, to nie znaczy jeszcze, że katolicyzm i jego praktykowanie nie podlega moralnej ocenie. Podlega. Katolicy nie mają monopolu na opluwanie i lżenie wszystkiego, co im się nie podoba (to znaczy nie jest katolickie – z wyjątkiem prawosławia, na które trochę zważają). Czynią to tak zapamiętale, że może im się wydawać, że im wolno. Nie, nie wolno. Za to nam, ludziom sumienia, wolno – wolno nie opluwać, jak to Kościół ma w zwyczaju i czego tysięczny piękny pokaz mieliśmy ostatnio w wydaniu polskich biskupów, lecz sprawiedliwie potępiać. Tak, ludzie sumienia potępiają pychę, obłudę, nienawiść i ciemnotę. Potępiają i pogardzają obmierzłymi obrońcami dewiantów, potwarcami i łgarzami, którzy tam, wyjąc z piekła swego zepsucia, ignorancji i załgania, mają jeszcze czelność każdego dnia pouczać ludzi, jak mają żyć, oraz mają czelność wymuszać dla siebie publiczne przywileje oraz władzę, powołując się przy tym na swoje rzekome specjalne względy u stwórcy świata. Co za żenada. Gdyby istniał katolicki Bóg i jego słynne piekło, ci ludzie byliby jego arystokratyczną klientelą. A może kadrą? Mają szczęście, że nie ma tego świata z bajek i złudzeń, tak intratnie sprzedawanych przez nich naiwnym ludziom, którzy ze strachu przed śmiercią gotowi są uwierzyć we wszystko, co ten strach złagodzi. I dlatego kiedyś wszystkie ich grzechy przykryje jedyne miłosierdzie, jakiego możemy być pewni – miłosierdzie zapomnienia. Przyjmijcie to moje nauczanie – całkiem darmowe – i zastanówcie się nad sobą. Może jeszcze nie jest za późno?
różnica między katolikiem a chrześcijaninem